Organizując konferencje filozoficzne zapraszam z reguły lekarzy weterynarii. Uważam bowiem, że powinno się szerzyć pogląd o jedności człowieka z całym Kosmosem, a w tym z ludzkością i ze zwierzętami. Stan naszej świadomości jest niepokojący; przeważa nieprawdziwy pogląd, że jesteśmy lepsi od zwierząt. Zwierzęta z pewnością są inne niż ludzie, ale pod wieloma względami powinniśmy brać z nich przykład.
Twierdzę, że stosunek do zwierząt jest miarą wartości człowieka. Trudno jest osiągnąć stan aprobaty dla siebie, bowiem w małym stopniu na ogół jesteśmy zainteresowani własnym rozwojem duchowym. Towarzyszy nam odwieczne pragnienie, by czuć się lepszym od kogoś. Wymaga to uznania kogoś za gorszego od siebie. Ta właściwość ludzkiej natury zaznacza się w relacjach człowiek - człowiek, naród - naród, przybiera też postać, na przykład, antysemityzmu. Zwierzęta także służą człowiekowi do tego, by móc się - bezzasadnie - czuć od kogoś lepszym. Nie jest wykluczone, że mając poczucie mikromanii narodowej, równoważymy to poczuciem wyższości w stosunku do zwierząt.
Trudno jest przyjąć w skali powszechnej, że zwierzęta cierpią, kochają, przywiązują się, są spragnione czułości podobnie jak człowiek. Znamienne, że ochrona ich przed sadyzmem człowieka bywa uzasadniona lękiem, że sadyzm ten przeniesie się na ludzi.
Wyjaśnieniem - bo usprawiedliwić się tego nie da - niewłaściwego stosunku do zwierząt jest poczucie wyższości człowieka. Zwierzęta są traktowane gorzej niż lubiane przedmioty. Powodem tego jest brak postaw przesyconych empatią. Agresja człowieka wobec człowieka, brak tolerancji oraz wojny wypełniają sens ludzkich działań.
Kant nakazywał, by traktować człowieka oraz każdą istotę rozumną jako cel sam w sobie a nie środek do celu. Obejmował więc tym nakazem także zwierzęta, bo są rozumne. Duże liczebnie wyznania chrześcijańskie niestety nie wyrażają troski o zwierzęta. Święty Franciszek był wyjątkiem. Chrześcijaństwo głosi wyższość człowieka z racji posiadania przez nas nieśmiertelnej duszy. Kościoły chrześcijańskie nakazują "czynić ziemię poddaną" człowiekowi. Zostaje to wykorzystywane do niszczenia Ziemi i zwierząt. Światowa Rada Kościołów nakazuje, by tworzyła się wspólnota człowieka z innymi stworzeniami. Ale przedstawiciele nie wszystkich wyznań chrześcijańskich wchodzą w jej skład.
W procesach edukacji nie zaszczepia się właściwego stosunku do zwierząt. Wciąż, na przykład, mówiąc o wadach człowieka łączy się je z cechami zwierząt. W związku z tym uważam, że bajki Ezopa, czy Krasickiego nie powinny być lekturą szkolną. Pod wpływem ich oddziaływania mówi się na przykład "człowiek człowiekowi wilkiem". Ale zwierzęta atakują, gdy są głodne lub czują się zagrożone. Natomiast człowiek zabija także z chęci pomnażania zysków, z chęci władzy, czy zaszczytów. Jeszcze bardziej absurdalne i deprecjonujące zwierzęta jest potoczne stwierdzenie: "łże jak pies", czy "brudny jak świnia". Język utrwala negatywny stosunek człowieka do zwierząt i niejako usprawiedliwia go. Jednakże człowiek powinien uczyć się od zwierząt wierności, pracowitości, lojalności, uczuciowości, wdzięczności. Warto zresztą pamiętać, że tylko człowiek jest istotą śmiecącą, niszczącą własne środowisko. Zwierzęta tego nie czynią.
Na zmianę stosunku człowieka do zwierząt mogłyby wpłynąć media. Sugestywność obrazów telewizyjnych wprowadziłaby zmianę do świadomości szerokich rzesz społeczeństwa. Podobną rolę mogliby odegrać kapłani rozmaitych wyznań wywołując lęk przed boską karą.
Od dwudziestu lat słyszymy o tzw. wolnej Polsce. Powstaje pytanie w czym ta wolność się przejawia? Bogaci hippisi uzyskiwali wolność opuszczając bogatych rodziców i włączając się do tego ruchu, który podważał sensowność mieszczańskiej obyczajowości. Trudno jednak powiedzieć, że bieda większości Polaków prowadzi do jakiegokolwiek wyzwolenia. Odwrotnie. Jeżeli ktoś ma pracę, to radości z tego powodu towarzyszy uzasadniony niepokój jej możliwej utraty. Trudno, by znoszący biedę emeryci, czy głodne dzieci odczuwały, że są wolne. Zdecydowana większość Polaków nie jest zainteresowana przejawem wolności jakim jest zniesienie granic, ponieważ brakuje pieniędzy nawet na odwiedzanie znajomych mieszkających w odległych miastach.
Wolność, jeżeli abstrahujemy od nierówności materialnych, wyraża się w wieloświatopoglądowości oraz wielopartyjności. Prawdą jest, że jest wiele zarejestrowanych wyznań religijnych, ale sprzeczne z wolnością w państwie demokratycznym jest uprzywilejowanie jednego z nich, co ma miejsce u nas. Co więcej, w czasach PRL rejestrowano wyznanie religijne, gdy zebrała się piętnastoosobowa grupa wyznawców. W czasach Solidarności nastąpiła zmiana i wymaga się stu wiernych, by nowe wyznanie zarejestrować. Ukradkiem, pod pozorem tworzenia nowego stowarzyszenia, mała grupka osób może tajemnie rejestrować nowe wyznanie. O ateistach nie wspominam, bo niewielu jest na tyle odważnych, by się do tego przyznać. Odwrotnie. Nastała w Polsce moda, by przywódcy SLD deklarowali swoje przywiązania do katolicyzmu. Czynił to Olejniczak, jak również Napieralski mówiąc w rozmowie z redaktor Moniką Olejnik, że posłał swoje dziecko do komunii. Oczywiście można będąc działaczem lewicowym, a nawet przywódcą lewicowej partii wierzyć, że Bóg istnieje pod warunkiem, że tego się nie upublicznia. Ma to być sprawa prywatna. Chodzi o wyczucie smaku. Z pobożności deklaracje polityczne wypada czynić jedynie partiom prawicowym. Dobry smak powinien obowiązywać także w polityce.
Z tego właśnie względu z dużym niesmakiem obserwowałam sposób w jaki sprytni przeciwnicy polityczni wyeliminowali z polityki Samoobronę. Obecnie z dużym niesmakiem obserwuję rodzaj działań mających na celu wyeliminowanie PiSu z życia politycznego. Na marginesie dodam, że skuteczną drogą walki u nas okazało się ośmieszanie przeciwnika, a ponadto wygrywa z reguły ten, kto ma wpływ na media.
Jest oczywiste, że w walkach politycznych są wykorzystywane grupy ludzi często tego nieświadome. Redukcja partii politycznych doprowadzi w konsekwencji do monopartyjności, a tę Solidarność zarzucała PRL Tymczasem część działaczy Solidarności zmierza do tego, by inną część działaczy Solidarności pozbawić wpływu na sprawy państwa.
Sytuacja jest niepokojąca również dlatego, że nie ma partii politycznej lewicowej, która by była przeciwna liberalizmowi ekonomicznemu. Pod tym względem nie ma różnicy między SLD i Platformą Obywatelską. Ponadto do sierpnia SLD starało się zadowolić oczekiwania Kościoła i jak wiadomo, gdy Miller i Kwaśniewski sprawowali władzę, nie została uchwalona żadna ustawa sprzeczna z etyką katolicka. Dziś nagle słyszy się o żądaniach, by Polska była państwem świeckim. Jest to nowe i w dodatku sprzeczne z Konstytucją RP, w której jest mowa o bezstronności państwa w sprawach światopoglądowych, co można interpretować jedynie jako nakaz budowy państwa neutralnego światopoglądowo.
Państwo świeckie równie jest zniewalające dla części obywateli, co państwo wyznaniowe. W jednym i drugim ustroju jest miejsce w istocie rzeczy jedynie dla części Polaków i oni stają się uprzywilejowani. W czasach PRL - co się wciąż przemilcza, a w każdym razie nie docenia - istniało Stowarzyszenie PAX, które miało charakter wieloświatopoglądowy. Była to więc swoista oaza o znaczeniu ogólnopolskim, która przynosiła wolność osobom wyznającym światopogląd inny niż marksistowski.
Obecna tendencja do redukcji partii staje się groźna, bowiem nie ma do tej pory u nas w nowej Polsce odpowiednika PAXu. Tak więc monizm światopoglądowy, który już jest faktem oraz monizm partyjny, który nam zagraża, stają się zjawiskami głęboko niepokojącymi.
Nie może też przynieść pocieszenia orędzie Prezydenta, bowiem zawierało wiele ogólników a te, które były wyrazem wrażliwości prospołecznej kolidują z dotychczasowymi działaniami PO. Nie można zapominać, że obecny Prezydent jest przedstawicielem partii, która rządzi już kilka lat i nie dokonała żadnych zmian mających na celu poprawę sytuacji materialno-zdrowotno-edukacyjnej biednych Polaków. Nie uczyniono też nic, by dać bezrobotnym zasiłki. Nie wycofano też wojsk z Iraku i z Afganistanu, etc. Trudno więc znając ograniczone kompetencje prezydenta, poważnie potraktować jego zapowiedzi, które miały na celu zjednanie sympatii społeczeństwa. Propaganda polityczna poparta szerokim dostępem do mediów, przynosi korzyści polityczne Platformie Obywatelskiej, która mimo bezideowości ma duże poparcie. Jednakże należy pamiętać, że udział w wyborach wzięła w przybliżeniu połowa uprawnionych. Mamy więc Prezydenta jednej czwartej Polaków, bowiem prawie połowa głosujących chciała wybrać Jarosława Kaczyńskiego.Wszelkie określenia typu: prezydent wszystkich Polaków są nonsensem. Jest to Prezydent Polski. I na koniec zastanowiło mnie, że w orędziu nie było słów skierowanych do Polaków na emigracji, a mamy tam kilkunastomilionową rzeszę rodaków.
Do dnia 31 sierpnia 2010 roku mieli Państwo okazję przesłać tekst własnego autorstwa dotyczący osoby Marii Szyszkowskiej. Jak obiecywaliśmy wcześniej, te najlepsze ukażą się w najnowszej książce pt. Na każdy temat z Marią Szyszkowską. Książka ta stanowi zbiór dwudziestu nigdzie dotąd nie publikowanych rozmów pomiędzy Marią a jej przyjacielem Stanleyem Devine'm, obejmujących wiele ciekawych zagadnień. Szyszkowska zdradza w niej, że była zwolenniczką podziałów klasowych i przeciwniczką socjalizmu. W dodatku nie wierzy we własną śmierć - te rozmowy zaskakują!
Wybraliśmy zatem pięć tekstów nadesłanych przez Monikę Bęben, Edmunda Kalecińskiego, Viktorię Skrzypiec, Barbarę Kowalewską oraz Katarzynę Konisiewicz. Dziękujemy za zainteresowanie!
Zanim to uczynię, chce serdecznie podziękować za słowa aprobaty i przejawy wdzięczności. Odniosę się tutaj do wątpliwości po moich wypowiedziach w programie "Babilon", emitowanym w dniu wczorajszym na TVN24.
Państwo świeckie to przeciwieństwo państwa wyznaniowego. W państwie świeckim zdecydowanie dominują ateiści. W państwie wyznaniowym, którym nieoczekiwanie stała się Polska, dominują katolicy. Wyznawcy innych religii chrześcijańskich i niechrześcijańskich w swej części są dyskryminowani, albo część wyznań nie ma przywilejów, które przyznano kościołowi katolickiemu. Jeżeli poważnie traktujemy demokrację, to państwo nie może być rzecznikiem żadnego światopoglądu; ani religijnego, ani ateistycznego. Demokracja zaczyna się wtedy, gdy społeczeństwo jest obywatelskie, to znaczy przede wszystkim wieloświatopoglądowe. Taki też charakter powinna mieć telewizja publiczna.
Uważam więc, że należy szanować tych, którzy chcą modlić się przed krzyżem, który postawili przed pałacem swojego Prezydenta. Jedyną osobą, która bez kolizji mogłaby przenieść ten krzyż, jest moim zdaniem, Prymas. Kościół szuka z reguły dobrych kontaktów z władzą państwową, więc na to się nie zdecydował. Nie ujawnia się tego, ale PO również zabiega o aprobatę Kościoła, niewiele różniąc się pod tym względem od PiS. Charakter wyznaniowy państwa został podkreślony nie tylko przez fakt religijnej przysięgi Prezydenta Komorowskiego, ale także przez fakt mszy w katolickiej katedrze emitowanej przez telewizję. Prezydent mógł się modlić, ale nie przy kamerach. Brak uprzywilejowania innych wyznań religijnych wyraził się w tym, że w mszy nie brali udziału kapłani innych wyznań religijnych w Polsce.Na koniec dodam, że zamiast domagać się przeniesienia krzyża, należałoby zająć się zdejmowaniem krzyży w instytucjach publicznych, bowiem sejm, senat, apteki, szpitale, szkoły, itd. są przeznaczone dla obywateli także wyznań niechrześcijańskich oraz ateistów.
Gorąco polecam:

Dnia 7 sierpnia 2010 roku o godzinie 14.10 Maria Szyszkowska będzie gościem programu "Babilon" emitowanego na antenie TVN24! Wezmą w nim udział także Małgorzata Sadurska, Joanna Mucha oraz Janina Jankowska. Zapraszamy do oglądania, tym bardziej że jest to powrót Marii Szyszkowskiej na ekran telewizora po długiej przerwie.
Wiara religijna prowadziła w przeszłości - i trwa to do dzisiejszego dnia - do bratobójczych wojen. Wydawało się po doświadczeniach drugiej wojny światowej, że nastąpi stan pokoju. Tymczasem fanatyczni wyznawcy rozmaitych religii są wciągani przez sprytnych polityków do wojen.
Chcę podkreślić, że fanatyzm religijny nie prowadzi do pozytywnych przeobrażeń duchowych. Niejednokrotnie fanatyzm religijny staje się przeciwwagą dla poczucia pustki w życiu, czy na przykład niespełnienia. Ludzie głęboko wierzący, niezależnie od wyznania, nastawieni są życzliwie do innych i wytwarza się w nich poczucie braterstwa.
Te wstępne uwagi były mi potrzebne do uzasadnienia poglądu, że walka o krzyż w gruncie rzeczy niewiele ma wspólnego z odniesieniem do Boga. Walka, która rozgorzała w Warszawie, przed Pałacem Prezydenckim jest walką polityczną. Krzyż stał się pretekstem do ujścia narosłej nie tylko niechęci, ale wręcz nienawiści. Trudno było się spodziewać w latach dziewięćdziesiątych, że nastąpi rozłam w obozie Solidarności i utworzą się dwie siły walczące ze sobą o władzę.
Walka o krzyż jest przejawem walki Prawa i Sprawieliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Oczywiście, partii politycznych jest znacznie więcej i niekorzystne dla Polski byłoby doprowadzenie do wykrystalizowania się w życiu publicznym jedynie tych dwóch sił politycznych. Żeby do tego nie dopuścić należy podjąć akcję protestacyjną wobec Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która powinna doprowadzić do pluralizmu światopoglądowego w mediach. Inaczej ten dwugłos partyjny będzie uchodzić błędnie za jedynie możliwe stanowiska partyjne.
Wracając do krzyża, Prymas Polski powinien przeprowadzić ceremonię jego przeniesienia spod Pałacu, gdzie rezydował Lech Kaczyński do Kościoła św. Anny. Jest to, moim zdaniem, jedyne sensowne rozwiązanie tego konfliktu i zarazem uhonorowanie zmarłego Prezydenta RP.
Platforma Obywatelska faktycznie, ale w dużej mierze po cichu, zabiega o aprobatę Kościoła. Dlatego też zapewne nie podjęła bardziej zdecydowanych kroków. Ale jej niechęć do Lecha Kaczyńskiego wyraża się także w chęci pozbycia się krzyża sprzed Pałacu, w którym ma zamieszkać "ich prezydent".

Poznałam Wojtka Siemiona wcześniej niż On mnie. Mianowicie z inicjatywy Jerzego Grotowskiego, twórcy Teatru Laboratorium, profesor Kazimierz Dąbrowski zorganizował w Warszawie Laboratorium Higieny Psychicznej dla Ludzi Zdrowych. Funkcjonowanie tej instytucji - mającej na celu udzielanie pomocy w odnajdywaniu sensu życia oraz w wychodzeniu ze stanu niemocy twórczej - było możliwe dzięki temu, że Wojtek Siemion bezinteresownie użyczał dwa pokoiki w swojej Prochowni na nasze spotkania z pacjentami. Udzielałam tam porad o charakterze filozoficznym.
Osobiste moje spotkanie z Wojtkiem nastąpiło wiele lat później. Zafascynowana jego sztuką aktorską poprosiłam, by zechciał, w Klubie Księgarza na Rynku Starego Miasta, przeczytać fragmenty mojej nowej książki. Dotyczyła ona zagadnień filozoficzno prawnych. Wielkim zaskoczeniem był przekaz Wojtka Siemiona; książka nabrała barw artystycznych i publiczność zebrana w Klubie nieoczekiwanie przeżyła mały spektakl teatralny. Zdałam sobie sprawę z tego, że Wojtkowi - jak przystało na wielkiego artystę - była bliska filozofia. Myślę, że szczególnie ujawniło się to w czasie promocji książki poświęconej filozofii Kanta. Od tej chwili nie wyobrażałam już sobie spotkań z czytelnikami bez Wojtka.
Zbliżenie i zaprzyjaźnienie się nastąpiło dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Zapoczątkowała je wizyta Wojtka w Nałęczowie, w mojej chacie. Otrzymałam wówczas zaproszenie do Petrykoz, miejsca stworzonego na miarę mojej wyobraźni. Zbliżenie do Wojtka zawdzięczam w pewnej mierze Marzennie Ś., jego przyjaciółce i zarazem organizatorowi występów artystycznych Wojtka w USA.
Podziwiałam nie tylko talent Wojtka, nie tylko jego zdolność przekształcania codzienności w sztukę, ale także jego zaangażowanie w działalność społeczną i edukacyjną. Z okazji 35 lat Jego pracy pedagogicznej zorganizowałam jubileusz. Wybrałam jako miejsce Teatr Żydowski. Zapomniała o tym jubileuszu nie tylko Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna. Na szczęście miał możliwość prowadzenia swojej działalności pedagogicznej w uczelni prywatnej w Warszawie. Tu trzeba przypomnieć, że Wojtek jest także autorem książek, które są lekcją czytania naszych wielkich poetów.
Mam ogromny szacunek dla Wojtka z tego powodu, że pozostał wierny sobie w nowych czasach. Niejeden raz w czasie wykładów z zakresu filozofii człowieka, wskazywałam na niego jako na wzór do naśladowania. Wzór człowieka, który opiera się pokusom konformizmu. Siemion nie należał do osób „podlizujących się" nowemu porządkowi, który jest ugruntowywany u nas od 1989 roku. Wyróżnia się na tle tych artystów, którzy zyskiwali prestiż w PRL i korzystali materialnie z przywilejów dla twórców, a dla korzyści wypierają się obecnie swojej przeszłości, wydając niesprawiedliwe oceny o tamtych czasach. W rezultacie doszło do haniebnego ignorowania tego wielkiego aktora przez czynniki oficjalne. Nie udostępniono mu mediów. Dopiero śmierć skłoniła decydentów telewizyjnych, na krótko, by przybliżyć jego życie i aktorstwo.
Ostatnią wielką rolę było dane przeżyć publiczności w Zamościu, w grudniu ubiegłego roku. Choroba jego żony, utalentowanej aktorski, Barbary - skłoniła go do wcielenia się - zamiast niej - w rolę kobiety. Wojtek genialnie zagrał rolę Róży Luksemburg w monodramie pod tym tytułem autorstwa Jana Stępnia, będąc zarazem reżyserem tego spektaklu.
Na koniec tych krótkich refleksji, chcę podkreślić wielką siłę charakteru Wojtka. Był nieugięty mimo ostracyzmu ze strony środowiska po 1989 roku, wyłączając PSL z którym harmonijnie układała mu się współpraca. Był nieugięty mimo trudności stwarzanych mu przez rodzinę, która nie chciała zaaprobować jego miłości i małżeństwa z Barbarą. Należy mieć nadzieję, że Wdowie, dzięki pomocy marszałka Struzika, uda się mimo wszelkich przeciwności kontynuować dzieło Siemiona i jego testament artystyczny.
Dnia 17 lipca 2010 roku odbyła się w Warszawie Europejska Parada Równości EuroPride 2010, przyciągająca ludzi z kraju i zagranicy. Szokujący jest natomiast fakt, że organizatorzy nie zaprosili do wsparcia swoją osobą idei równości prof. Marii Szyszkowskiej - jak czynili przed laty.
Zapomniano najwyraźniej o tym, że to właśnie nikt inny jak Maria stworzyła projekt ustawy o związkach partnerskich, odrzucony przez Cimoszewicza - pseudolewicowego marszałka Sejmu z ramienia SLD. W Senacie projekt ten uzyskał wcześniej poparcie, więc jego klęskę zawdzięczamy tylko i wyłącznie Sojuszowi Lewicy Demokratycznej - partii bezpodstawnie posługującej się słowem "lewica" w swojej nazwie. W EuroPride brali oczywiście udział posłowie SLD, którzy nawet palcem nie kiwnęli, aby poprzeć ustawę Marii. Mam tu na myśli m.in. posła Kalisza, brylującego w telewizji oraz na salonach, twierdzącego, że Polska jest krajem praworządnym.
To bardzo przykre, że wśród tylu osób, którym Maria pomogła nie ma dziś na tyle odważnych, aby głośno mówić o dyskryminacji w środowisku walczącym ponoć o równość i wolność.
Stanley Devine, przyjaciel Marii Szyszkowskiej
Nakładem Domu Wydawniczego Elipsa została wydana książka autorstwa prof. Marii Szyszkowskiej zatytułowana "Każdy bywa pacjentem. Zarys filozofii farmacji".
Profesor Szyszkowska publikowała już artykuły z zakresu filozofii farmacji oraz szerzyła ją na konferencjach poświęconych etyce marketingu farmaceutycznego. Za jej rozpowszechnianie została w 2002 roku wyrożniona przez Zarząd Organisation des Rapartiteurs Pharmaceutiques Europeens "Złotym Moździerzem". Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyc Państwu miłej lektury!
Kilka słów od Autorki
Nie tylko medycyna, ale także farmacja odcięta od korzeni filozoficznych nie pełni właściwej dla siebie roli. Obserwowane w naszych czasach częste postawy konformistyczne - a więc odchodzenie od własnych przekonań ze względu na spodziewane korzyści - nie służą zdrowiu.
Pragnę wyjaśnić we wstępie, że zainicjowałam filozofię farmacji artykułami publikowanymi w "Czasopiśmie Aptekarskim" w latach 2001-2003. Byłam zapraszana jako konsultant w pracach nad nowelizacją Kodeksu Etyki Aptekarza w końcu lat dziewięćdziesiątych. Z inicjatywy Prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej wygłosiłam w 2002 roku wykład dla członków samorządu aptekarskiego na temat problemów aksjologicznych zawodu aptekarza. W senacie RP zabierałam głos w obronie aptekarzy. Byłam przewodniczącą Komitetu Międzynarodowej Nagrody Naukowej Aptekarzy, Producentów, Dystrybutorów, Hurtowni i "Czasopisma Aptekarskiego".
Funkcjonują u nas rozmaite mity i pseudoprawdy zgodne z nową poprawnością polityczną. Gloryfikacji pewnych osób - mimo ich roli w umacnianiu PRL - towarzyszą niesprawiedliwe oceny postaci zasłużonych dla polskiej kultury. Niejeden działacz partyjny z czasów PRL oddziaływuje także na rzeczywistość ostatnich dwudziestu lat, głosząc poglądy stanowiące odwrotność wcześniejszych. Towarzyszą temu negatywne oceny działań Bolesława Piaseckiego także przez tych, którzy mu wiele zawdzięczają. Przemilcza się nawet fakt, że uratował życie kilkudziesięciu więźniom politycznym, w tym AKowcom skazanym na śmierć przez władze stalinowskie. Jednym z nich był na przykład rektor Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (dzisiejszy Uniwersytet Stefana Kardynała Wyszyńskiego) profesor Jan Stępień.
Współpracujący z władzami politycznymi ówczesnej Polski inni przywódcy ugrupowań świeckich katolików - by wymienić Tadeusza Mazowieckiego, początkowo zastępcę Bolesława Piaseckiego - są szanowani, a więc nie doczekali się złej sławy jak Bolesław Piasecki.
PAX był środowiskiem odznaczającym się pluralizmem światopoglądowym. Dominowali tomiści, ale znaleźli dla siebie miejsce także kontynuatorzy filozofii św. Augustyna, jak również myśliciele nawiązujący do myśli francuskiego jezuity Teilharda de Chardin. PAX umożliwił publikowanie dzieł profesorowi Bolesławowi J. Gaweckiemu, twórcy filozofii rozwoju. Również dzięki temu Stowarzyszeniu ukazywały się książki i liczne artykuły kontynuujące polską filozofię narodową, czyli mesjaniczną, zwłaszcza myśl Wincentego Lutosławskiego. W okresie, gdy oficjalna nauka w PRL i Państwowe Wydawnictwo Naukowe stało na stanowisku, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego żadne wartościowe dzieła nie powstały w Polsce - Bolesław Piasecki umożliwiał publikacje przypominające wysoką wartość naszego międzywojennego dorobku. Nie bez znaczenia jest także fakt, że w PAXie znalazło się miejsce dla zwolenników filozofii neokantowskiej, ocenianej przez marksizm jako „rewizjonizm w ruchu robotniczym".
Nie znam przykładu większej zbiorowej niewdzięczności niż postawa wielu wybitnych polskich twórców kultury, którzy korzystając wówczas z pomocy PAXu, ze stypendiów, z udziału w konferencjach, potem gdy zyskali sławę, odcięli się od tego środowiska. Gdyby Instytut Wydawniczy PAXu, stanowiący część składową tego Stowarzyszenia, nie umożliwił im debiutów, nie byliby w następstwie znanymi poetami i pisarzami. Zofia Kossak- Szczucka, Teodor Parnicki, Jan Dobraczyński, Maria Kasprowiczowa, żona Jana, czy Herbert, mogli byli publikować swoje dzieła dzięki PAXowi.
Dziś mówi się bardzo wiele o wolności i znaczniej mniej niż kiedyś o pokoju - nawiązuję tu do nazwy Stowarzyszenia . Wolność we współczesnym rozumieniu tego słowa jest interpretowana jako możliwość swobodnego wyrażania własnego poglądu na świat. Właśnie do autentyzmu w kształtowaniu własnego światopoglądu przywiązywał istotną rolę Bolesław Piasecki. Doprowadził do tego, że w państwie marksistowskim znalazło się miejsce dla osób wyznających światopogląd chrześcijański oraz rozmaite odmiany światopoglądu akademickiego.
Bolesławowi Piaseckiemu najbliższe były wartości katolickie. Dzięki niemu katolicy mieli dla siebie miejsce w życiu publicznym. Powstała legalna opozycja wobec dominacji marksistowskiego sposobu myślenia. Toczyły się w prasie codziennej, tygodniowej i w miesięcznikach dyskusje przedstawicieli światopoglądu chrześcijańskiego ze zwolennikami światopoglądu marksistowskiego. Współcześnie krytyka PAXu wiąże się z mylnym poglądem, że jedynie podziemna walka doprowadziła do dzisiejszej Polski.
Pogłębianie świadomości narodowej i stworzenie polskiej szkoły myślenia patriotycznego także było dziełem Bolesława Piaseckiego. Zdawał sobie sprawę ze znaczenia ideałów w życiu jednostek i narodów. Nakłaniał w swoich wypowiedziach do wspólnego działania osób wyznających odmienne światopoglądy. Podkreślał, że sens istnienia człowieka zawiera się w działaniu na rzecz wyższych wartości zespalających ze sobą jednostki.
Polityk ten konstruował tezy polityczne pozostające w zgodzie z uznawaną przez siebie hierarchią wartości. Jest to sprawa istotna, jeżeli weźmie się pod uwagę, że wielu dzisiejszym politykom własny interes oraz nepotyzm podpowiada działania oraz wypowiedzi w które, bywa, sami nie wierzą.
Ryszard Reiff w opublikowanych dokumentach na temat działalności PAXu podkreśla, że Bolesław Piasecki kontynuował „ideę narodowo - katolicką, dopasowując jej barwę ochronną do zaistniałych warunków". PAX gwarantował wolność światopoglądową i autonomię wobec zewnętrznych nacisków. 
Jeśli chcesz zaprosić Marię Szyszkowską na wywiad do radia lub telewizji, masz zamiar przeprowadzić rozmowę do gazety, chcesz przedrukować tekst w książce to napisz do nas na adres e-mail:
Licznik odwiedzin: 131 716
Znajdziecie tu Państwo informacje o mojej działalności publicznej, literackiej i filozoficznej. Sprawą nader istotną jest jednoczenie się osób podobnie czujących i myślących.
Jeśli chcesz zaprosić Marię Szyszkowską na wywiad do radia lub telewizji, masz zamiar przeprowadzić rozmowę do gazety, chcesz przedrukować tekst w książce to napisz do nas na adres:
stanley.devine@gazeta.pl
www.stanleydevine.pl
prof. dr hab. Maria Szyszkowska - senator RP V kadencji. Ukończyła studia na Wydziale Prawa UW i Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej ATK. Habilitowała się na Wydziale Filozoficznym KUL.
Swą bezkompromisową postawą, wiernością wobec dokonanych wyborów filozoficznych i prawdomównością, naraża się od lat na nieustanne ataki i szykany.
Głosi poglądy antyklerykalne. Opowiada się za pacyfizmem, a także przeciwko temu, co uznaje za formy zniewolenia i dyskryminacji. Jest orędowniczką państwa neutralnego światopoglądowo. Domaga się wolności światopoglądowej i tolerancji oraz szacunku dla każdego człowieka. Jest kantystką, agnostykiem, a także wegetarianką. Sformułowała własną teorię prawa naturalnego i filozofii codzienności. Działa w ruchu wolnomularskim.
W 1992 roku utworzyła Zakład Filozofii Polityki w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Wykładała filozofię na uniwersytecie w Wiedniu. W latach 1994-97 była sędzią Trybunału Stanu RP.
Za działalność publiczną 30 marca 1999 została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Jest wiceprzewodniczącą polskiego oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC). Należy m.in. do Związku Literatów Polskich, Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz Internationale Gesellschaft "System der Philosophie". Jest członkinią zespołu redakcyjnego "Wolnomularza Polskiego". Była przewodniczącą rady kwartalnika naukowego "Małżeństwo i Rodzina" oraz założycielką "Inicjatywy Otwarci".
Opublikowała kilkadziesiąt książek z zakresu filozofii prawa oraz polityki.
Laureatka nagród: "Człowiek Tęczy", "Złoty Moździerz" oraz "Tęczowy Laur". Nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla.
Od września 2007 roku do marca 2009 roku przewodnicząca Rrcji Polskiej Lewicy, z której członkowstwa dobrowolnie zrezygnowała jako człowiek honoru i prawdy.
Prezes Pacyfistycznego Stowarzyszenia Wolnej Myśli.
Obecnie wykłada na Uniwersytecie Warszawskim i prowadzi tam seminarium doktorskie. Wykłada również w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie, gdzie pełni funkcję kierownika Katedry Teorii i Filozofii Prawa.
Od 1995 razem ze swoim mężem Janem Stępniem, mieszka w Strzelcach pod Nałęczowem.
Maria Szyszkowska była na przełomie lat 60. i 70. intensywnie inwigilowana i szykanowana przez SB. Potwierdziły to jednoznacznie dokumenty z IPN i rozprawa. Tajna policja usiłowała ją zwerbować, gdy wykładała na Akademii Teologii Katolickiej. Oficer SB próbował ją pozyskać - łagodniej w kawiarni i zdecydowanie ostrzej w gmachu MSW. Profesor odmówiła, a na dodatek o wszystkim poinformowała ks. Alojzego Orszulika. Wtedy SB nasiliła szykany: Szyszkowska nie dostała etatu w ATK, utrudniano jej habilitację, kontrolowano korespondencję, odmówiono paszportu.
(Rzeczpospolita, 05.08.2005)
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: