Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 132 677 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

ZMIANA PREMIERA MAŁO ZNACZĄCA

czwartek, 06 listopada 2014 19:49

 

Zajęcie przez Donalda Tuska eksponowanego stanowiska w strukturach Unii Europejskiej znaczy tylko tyle, że urzeczywistniał oczekiwania Angeli Merkel, co zresztą wyraźnie się obserwowało, by podać jako przykład nie liczące się ze społeczeństwem podniesienie wieku emerytalnego. Zmiana premiera w Polsce jest czymś mało znaczącym, bowiem nowy premier reprezentuje tę samą linię w PO.

Polskie rządy są upartyjnione. Popularność Bronisława Komorowskiego jest dla mnie niezrozumiała; kompromitacja rządów PO dotyczy także prezydenta RP. To, że rozstał się ze swoją partią było jedynie koniecznym wymogiem formalnym.

Opozycja nie rozumie tego, że kapitalizmu, czyli gospodarki neoliberalnej, nie da się reformować. System oparty na wyzysku pozostanie nim w swej istocie, nawet jeśli byłyby przestrzegane prawa pracownicze. Pazerność, niepohamowana żądza zysku oraz poczucie bezkarności – to przyczyny uzasadnionego poczucia braku bezpieczeństwa milionów obywateli. Decentralizacja wzmaga bezradność jednostek, które nie mają się do kogo odwołać.

Kapitalizmu nie da się zreformować, bowiem wprowadza trwały podział ludzi na producentów i konsumentów. Wartość człowieka ginie w tym podziale. Deklamacjom o godności człowieka odpowiada w rzeczywistości traktowanie go jako płatnika podatków.

Trudno odpowiedzieć na pytanie dlaczego intelektualiści i artyści nie protestują wobec liberalizmu gospodarczego, zwłaszcza, że nie gwarantuje on automatycznie wolności badań naukowych i twórczości artystycznej, bowiem liberalizm ekonomiczny zaszczepia dążenie do wartości materialnych, do zysku jako celu życia człowieka. Rozbudza żądzę posiadania dóbr materialnych oraz podporządkowuje społeczeństwo interesom ludzi bogatych. Luksus rzekomo ma uszczęśliwiać.

Trzeba brać również pod uwagę to, że liberalizm ekonomiczny „żywi się” wojnami. Są one organicznie splecione z dążeniem do zysku i to nie tylko firm zbrojeniowych. Natomiast ludzie o szerokich horyzontach myślowych, umiejący myśleć inaczej niż w kategoriach własnego interesu, zdają sobie sprawę, że obecnie każda wojna może być ostatnia. Zdają sobie sprawę, że grozi nam pokój cmentarny. Może więc warto zwrócić się ku tradycji i czerpać z niej nieurzeczywistnione idee, które są realne, pod warunkiem przemian w sposobie edukacji pokoleń.

____
Dnia 7 listopada 2014 roku o godz. 12.00 prof. Maria Szyszkowska wygłosi odczyt pt. "Człowiek uwikłany". Miejsce: Filia Uniwersytetu Łódzkiego, ul. 3 Maja 65/67, Tomaszów Mazowiecki.

Dnia 14 listopada 2014 roku o godz. 14.15 prof. Maria Szyszkowska wygłosi w Krakowie (Sala Obrad Rady Miasta) referat nt. znaczenia seksualności i jej dławienia przez polityków oraz moralistów.


oceń
120
14

komentarze (10) | dodaj komentarz

ŻĄDZA POSIADANIA

piątek, 19 września 2014 16:28

 

Myśl filozoficzna jest wieczna. Systemy tworzone przed wiekami nie straciły swojej aktualności i przemawiają do zagubionego człowieka XXI wieku. W XVIII stuleciu sformułował odkrywczy system filozoficzny Immanuel Kant. Ocenił człowieka jako istotę, która pragnie przede wszystkim dóbr materialnych i władzy, a ponadto odznacza się biernością i dążeniem do wygody. Nie przewidywał, że wynalazki cywilizacyjne naszych czasów rozwiną niepokojąco tendencję do wygodnego życia.

 

Człowiek według tego filozofa egzystuje na poziomie takim jak zwierzęta o ile nie zaczną pełnić istotnej roli w naszym życiu ideały. Właściwości znamionujące człowieka także w XXI wieku, rozwijają się pod wpływem reklam, które zewsząd na nas nacierają. Rozum powinien nas skłaniać, by życie ukierunkowywały ideały. One mają być celem i sensem istnienia. Jesteśmy człowiekiem – uzupełnię tu pogląd Kanta – o ile kierujemy się nie tylko rozumem, ale także kształtujemy nasze uczucia na coraz wyższym poziomie.

 

Nieszczęście prowadzące do degradacji człowieka w obecnych czasach płynie z liberalizmu ekonomicznego, czyli rozwiązań gospodarczych uznanych w Ameryce i w Europie za rzekomo znakomite. Otóż liberalizm ekonomiczny zaszczepia dążenie do wartości materialnych, czyli do zysku drogą rywalizacji i konkurencji. Rozbudza więc żądzę posiadania dóbr materialnych, kult ludzi bogatych oraz podporządkowywanie życia w społeczeństwie interesom ludzi bogatych.

 

Człowiek szlachetny, ideowy zostaje zepchnięty na margines życia w państwie. Interesy ludzi bogatych decydują o losach jednostek. Żądza posiadania łatwo jest rozbudzana mirażem życia w luksusie, który rzekomo ma nas uszczęśliwiać. O pustce duchowej ludzi myślących o pieniądzach i bezwzględnych dla innych, media milczą.

 

__
Dnia 22 września 2014 roku w ramach zjazdu Filozofów Krajów Słowiańskich prof. Maria Szyszkowska wygłosi referat "Znaczenie ideałów w życiu jednostek i społeczeństw".

Dnia 26 września 2014 roku podczas konferencji organizowanej przez Stowarzyszenie Kultury Europejskiej prof. Maria Szyszkowska wygłosi referat "Przełomowe znaczenie filozofii Kanta". Miejsce: Dom Literatury, Krakowskie Przedmieście 67/69, Warszawa.


oceń
167
69

komentarze (25) | dodaj komentarz

DEKLARACJA SUMIENIA NARUSZA KONSTYTUCJĘ

piątek, 22 sierpnia 2014 12:50

 

W państwie katolickim – jakim stała się Polska - powinna obowiązywać miłość bliźniego. Zamiast niej, wynajduje się od kilkunastu lat wciąż nowe sposoby skłócania ze sobą  społeczeństwa. Jest to zapewne metoda odwracania uwagi od biedy i niespełnionych dwudziestu – spośród dwudziestu jeden – postulatów "Solidarności".

 

Ostatnio rozgorzały konflikty związane z problemem sumienia. Narosło tak dużo nieporozumień, że postanowiłam o tym napisać. Przede wszystkim sumienie jest kategorią religijną. Mogą powoływać się na nie chrześcijanie rozmaitych wyznań, zwłaszcza w kontekście poczucia grzechu. Grzech jest także kategorią religijną. Powstaje wówczas, gdy ktoś nie zastosował się do przykazań boskich oraz przykazań sformułowanych przez Kościół do którego się należy. Osoby bezwyznaniowe, panteiści oraz ateiści powinni odwoływać się do przyzwoitości, czy na przykład niezadowolenia z siebie, wywołanego własnym postępowaniem ocenianym jako sprzeczne z powinnością.

 

Państwo demokratyczne jest państwem neutralnym światopoglądowo, co nasza Konstytucja określa mianem bezstronności państwa w sprawach wyznaniowych. A więc odwoływanie się w życiu publicznym do sumienia stanowi naruszenie jednego z warunków demokracji. Ludzie religijni powinni powoływać się na sumienie jedynie w kręgu przyjaciół, rodziny oraz własnej grupy wyznaniowej. Należy zważyć, że sumienie pozwala katolikom, prawosławnym i protestantom na zabijanie wrogów w czasie wojny – natomiast sumienie wyznawców religii również chrześcijan, a mianowicie Armii Zbawienia, czy na przykład Świadków Jehowy, nie pozwala na zabijanie kogokolwiek z żadnego powodu. A więc pojęcie sumienia jest wieloznaczne.

 

Jest oczywiste, że zachodzą różnice indywidualne w poglądach poszczególnych jednostek, ale wszystkich wyznawców określonej religii obowiązują wyrzuty sumienia w przypadkach naruszania nakazów i zakazów moralnych własnego wyznania.

 

Różnice indywidualne w poglądach między ludźmi, które dochodziłyby do głosu w państwie, prowadziłyby do anarchizmu. Elementem jednoczącym obywateli – mimo odmiennych poglądów – jest prawo. Do niego, nawet gdy jest według czyjejś oceny niesprawiedliwe – trzeba się stosować, co nie wyklucza zarazem wysiłków mających na celu doskonalenie przepisów prawnych.

 

Zagadnienie roli sumienia wypłynęło w Polsce obecnie ze środowiska lekarzy. Na sumienie, uprawniające do niestosowania się do prawa, mogą więc równie dobrze powoływać się na przykład sędziowie, nauczyciele, urzędnicy rozmaitych szczebli, etc., a jak wiadomo, żadna grupa w społeczeństwie nie powinna być uprzywilejowana. Zgoda na uznanie wyższej rangi sumienia niż prawa stanowionego, doprowadziłaby Polskę do niewyobrażalnego chaosu. Zapewne byłoby to jednak zgodne z naszymi właściwościami narodowymi, co oddał Mickiewicz ustami jednego z bohaterów  "Pana Tadeusza", który to nakłaniał, by zamiast sądów samemu wymierzać sprawiedliwość.


oceń
154
45

komentarze (21) | dodaj komentarz

WIARA A NAUKA

środa, 16 lipca 2014 10:06

 

Pierwszym filozofem, który przeprowadził wyraźnie granicę między wiedzą a wiarą był Immanuel Kant. Wytyczył nie tylko tę granicę, ale także precyzyjnie ją uzasadnił. Wskazał, że samo myślenie o czymś nie równa się poznaniu. Myślimy o Bogu, ale go nie poznajemy. Podobnie – nie porównując – na przykład możemy myśleć o krasnoludkach, czy syrenach, bądź kosmitach, ale nie jest to jeszcze poznanie.

 

Ani istnienia, ani nieistnienia Boga nie można naukowo udowodnić. Rozum jest tu zawodny. Od wieków ponawiane są próby formułowania dowodów na istnienie Boga. Problem zawiera się w tym, że mogą one przekonać jedynie tych, którzy są zwolennikami systemu filozoficznego lub religijnego na gruncie którego te dowody są wyrażane. Na przykład Tomasz z Akwinu sformułował pięć dowodów na istnienie Boga i są one przyjmowane, ale przez tomistów.

 

Wiara w Boga to zaledwie jeden z wycinków tego, co bywa przedmiotem wiary człowieka. Zdaniem Oswalda Spenglera człowiek nie mogąc uwierzyć w istnienie Boga – ale lękając się śmierci – podejmuje wysiłek kulturotwórczy. Pragnie przedłużyć swoje istnienie w postaci dzieł kulturowych. Trzeba jednak dodać, że ci, którzy zapewniają o swojej żarliwej wierze w Boga, nie spieszą się do niego. Szukają wszelkich sposobów medycznych, by przedłużyć swoje istnienie na naszej planecie.

 

Jak wiadomo, Bóg pojęty jako osoba, na wzór człowieka, funkcjonuje tylko w jednym nurcie filozofii europejskiej, a mianowicie w filozofii chrześcijańskiej. Antropomorfizacja Boga nie występuje w pozostałych filozoficznych systemach Europy. Stąd też określenia Boga: Logos, Absolut, Siła Najwyższa. Mimo starogreckich i starorzymskich korzeni kultury naszego kontynentu, zaznacza się silny wpływ chrześcijaństwa, by wymienić jako przykład określanie Boga mianem Stwórcy. Otóż uczeni toczą spory dotyczące genezy świata. Jest wszak możliwe, co czyniono w starożytności, by wierzyć w istnienia Boga czy Bogów i zarazem w wieczność jednego spośród rodzajów materii.

 

Henryk Ibsen w dramacie pt: „Brand” ośmiesza koncepcję Boga ujmowanego na wzór i podobieństwo człowieka. Ujawnia jej naiwność. I dążenie do tego, by uspokoić każdego z nas, że czuwa nad nami dobrotliwy Ojciec. Ta antropomorfizacja Boga doprowadziła też do tego, że Bóg jest w sposób samo przez się oczywisty traktowany przez wyznawców rozmaitych religii jako uosobienie dobra. Wszystkie, a jest ich wiele, religie chrześcijańskie podkreślają tę właściwość. Jednocześnie głoszą wszechmoc i wszechwiedzę Boga. W takim razie rodzi się pytanie, dlaczego Bóg stworzył żywe istoty odznaczające się instynktem samozachowawczym jako najsilniejszym i zarazem nie uczynił nas i zwierząt nieśmiertelnymi. Nie tylko człowiek, ale także zwierzęta nie chcą umierać. Silne pragnienie istnienia zaszczepione naturze istot żywych prowadzi do cierpienia. Oczywiście, koncepcja Boga osobowego przemawia do osób niezdolnych do myślenia abstrakcyjnego.

 

Egzystencjaliści, filozofowie XX wieku, których poglądy rozwijali wielcy pisarze, podnieśli następującą, fundamentalną sprawę. Otóż wiara w istnienie albo wiara w nieistnienie Boga nie powinna mieć wpływu na postępowanie człowieka. Wątpliwa jest bowiem moralność ugruntowana na lęku przed karą Boga. Moralność zaczyna się wtedy, gdy jesteśmy moralni – zgodnie z wybraną przez siebie teorią etyczną z tego powodu, że cenimy moralność. Nawet najgorętsza wiara w istnienie Boga nie powinna nikogo zwalniać od odpowiedzialności za własne życie.

 

Słyszymy często opowieści, że ktoś zawdzięcza swoje wyzdrowienie Bogu. Jeżeli przyjąć, że Bóg ingeruje w życie jednostek, to pozostaje niemożliwy do wyjaśnienia fakt, że pomaga jednym, a wobec cierpień innych pozostaje całkowicie obojętny. Jest oczywiste, że pojęcie zła jest względne, ale nie ma żadnej wątpliwości, że wartością najwyższą jest życie i zdrowie człowieka. Holocaust oraz inne zbrodnie czasów drugiej wojny światowej, jak również dzisiejsze okrutne wojny prowadzone na innych kontynentach, powodują rozpaczliwe pytanie: dlaczego Bóg nie chroni ludzi przed takim bezmiarem okrucieństwa? Zabijani na wojnach żarliwie modlą się, chcąc przeżyć.

 


oceń
196
55

komentarze (17) | dodaj komentarz

AFERA TAŚMOWA

wtorek, 24 czerwca 2014 19:12

 

Skandal polega na tym, że wraz z wieloma dziennikarzami, uczestnicy tzw. afery taśmowej odwracają uwagę społeczeństwa od rozpadu państwa, o czym wcześniej wielokrotnie pisałam. Sprytnie skoncentrowano uwagę Polaków na sensacyjnym poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie kto nagrywał, i jak było to możliwe, zamiast rażącej bezideowości polityków oraz ich braku troski o społeczeństwo.

 


oceń
208
23

komentarze (17) | dodaj komentarz

REFLEKSJE PO POGRZEBIE GENERAŁA

niedziela, 15 czerwca 2014 21:34

 

Ceniony przez współcześnie żyjących Arystoteles przestrzegał przed pociąganiem do odpowiedzialności tych, którzy przestali rządzić. W naszym katolickim kraju wzbudza się natomiast wciąż nienawiść do polityków sprawujących władzę w PRL. Zajadła niechęć do PRL wykrzywia obraz tamtych czasów, jak również działania generała Wojciecha Jaruzelskiego.

 

Dla tych, którzy są zachwyceni przemianami po 1989 roku w Polsce, powinien być przedmiotem refleksji fakt, że stawia się pomniki Józefowi Piłsudskiemu, mimo Berezy Kartuskiej i przewrotu majowego. Natomiast generała Jaruzelskiego określa się publicznie mianem "zdrajcy" i "mordercy", mimo, że nie doprowadził do rozlewu krwi poprzez wprowadzenie stanu wojennego, i mimo, że doprowadził wraz z innymi politykami oraz "Solidarnością" do ustroju, jaki mamy obecnie w Polsce.

 

Oceny negatywne stanu wojennego są czynione z punktu widzenia dzisiejszego. Są dokonywane głównie przez tych, którzy w tamtych czasach byli dziećmi. Ponadto krytykują stan wojenny także ci, którzy chcą zamazać swój udział w życiu publicznym tamtego okresu.

 

Trzeba brać pod uwagę, że realna była interwencja radziecka w związku z chaosem i strajkami w Polsce. Wojska tego państwa stacjonowały w Polsce, jak również na granicy w Czechach i NRD. Część władz "Solidarności" dążyła do konfrontacji. Wojciech Jaruzelski wydał więc rozkaz internowania nie tylko części działaczy "Solidarności", ale też części działaczy PZPR, w tym na przykład Edwarda Gierka. Generał chciał doprowadzić do spokoju społecznego. Nie dopuścił ani do wojny domowej, ani do interwencji wojsk Układu Warszawskiego. Przyświecał mu patriotyzm.

 

Oceniając stronniczo działania prezydenta, generała Jaruzelskiego, nie bierze się pod uwagę tego, że dezercja płka Kuklińskiego wynikła z sytuacji zagrożenia interwencją wojsk radzieckich. Ostrzegł o tym Stany Zjednoczone, ale Amerykanie milczeli. Wiedzieli od pułkownika o przygotowaniach do stanu wojennego, a więc milczenie to można odczytać jako sygnał aprobaty dla zamierzeń generała. Przypomnę, że wicepremier Madera złożył wizytę w Waszyngtonie, w dniach 6-9 grudnia 1981, czyli tuż przed stanem wojennym. W tamtych czasach, przypomnę, Kościół milcząco aprobował stan wojenny. Prymas Glemp nawoływał wówczas Polaków do pogodzenia się z tą sytuacją.

 

Na zakończenie dodam, że w stanie wojennym społeczeństwo oczekiwało z nadzieją, że nastąpi czas poprawionego socjalizmu. Nikt nie przypuszczał, że zacznie się bieda, bezrobocie, zamykanie polskich fabryk i wyprzedaż za bezcen wspólnego majątku. A jeśli oskarża się generała Jaruzelskiego za śmierć 100 osób, to dlaczego nie oskarża się tych, którzy współcześnie wysyłają polskie wojsko na wojny, by broniło amerykańskich interesów i zadawało śmierć tym, którzy pragną żyć?

 

Jestem głęboko zaniepokojona naszym społeczeństwem, które w swej większości deklaruje katolicyzm. Jak wiadomo, wyznawcę każdej chrześcijańskiej religii obowiązuje miłość bliźniego. Natomiast w stosunku do generała Jaruzelskiego i zarazem Prezydenta Polski, nawet po śmierci wytwarzana jest i okazywana atmosfera nienawiści.

 

Skandaliczne było zachowanie wielu środowisk prawicowych w trakcie mszy oraz na Powązkach, w czasie pogrzebu generała. Warto zastanowić się nad tym, że Kościół nie potępił tych zachowań, które są niegodne człowieka, a zwłaszcza człowieka mieniącego siebie katolikiem, czyli chrześcijaninem.

 

___
Dnia 16 czerwca 2014 roku prof. Maria Szyszkowska wygłosi referat pt. "Filozofia jako źródło mądrości oraz fundament nauk szczegółowych" w czasie I Interdyscyplinarnej konferencji "Transgresje matematyczne". Miejsce: Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

 

Dnia 17 czerwca 2014 roku o godzinie 13.00 prof. Maria Szyszkowska wygłosi referat pt. "Kształtowanie świadomości w duchu tolerancji jako warunek rzeczywistej demokracji". Miejsce: Wojewódzki Dom Kultury w Kielcach.


oceń
173
20

komentarze (8) | dodaj komentarz

MIJAMY SIĘ

sobota, 07 czerwca 2014 10:17

 

Brakuje edukacji, która by wskazywała sensowność krystalizowania w sobie właściwości indywidualnych. Testy, wiedza przekładana na liczbę punktów, troska, by zostać lepszym od innych, to są wybrane czynniki, które nie nadają szczególnej wartości ani dążeniu do mądrości, ani też wysiłkom, by kształtować to, co w nas niepowtarzalne.

 

Mijamy się, w małym stopniu dostrzegając drugiego człowieka, bowiem koncentracja uwagi wiąże się ze zdarzeniami głownie w świecie wirtualnym. Dominująca teoria etyczna uprawnia do myślenia o sobie i własnych interesach. Oczywiście, funkcjonuje również etyka chrześcijańska z martwą literą miłości bliźniego, którą się deklaruje, ale w postawach ludzkich zbyt rzadko dochodzi do głosu.

 

Mijamy się. Zdarzają się spotkania, nieoczekiwane poznanie kogoś o podobnym rodzaju wrażliwości i uczuciowości. Zdarzają się poznania osób, których żarliwa postawa pełna pasji bliska jest naszej. Ale potem następują lata niezrozumiałych przerw w kontaktach, który – zdawało się - miał mocne fundamenty.

 

I znów przypadek, spotkanie po latach wraz z poczuciem, że pożegnaliśmy się wczoraj a nie przed laty. Znów rozstanie, zupełnie tak, jakby wystarczała świadomość istnienia bratniej duszy w odległej przestrzeni i bez kontaktu innego niż wyobrażeniowy.

 

Czyżby trwałe, systematyczne więzi wytwarzały się głównie w miejscach pracy oraz w domach rodzinnych? Jeśli tak, to znaczy, że jesteśmy skłonni wchodzić we wspólnoty uwarunkowane pewnym przymusem.

 

Mijamy się, a moglibyśmy być o wiele mniej osamotnieni niż faktycznie jesteśmy. Odmienne są jednak nasze oczekiwania. A poza tym mijamy się, bo nie umiemy być tu i teraz bez reszty. Poruszamy się w świecie rzeczywistym, ale w słuchawce przy uchu, wpatrzeni w smartfony. W każdej chwili, gdy kończymy jakąś rozmowę, radośnie odpowiadamy na kolejną – nigdzie nie będąc w pełni. Kłopot też jest z sentymentami, a raczej ich brakiem. Wiele osób pozbawionych jest takich wzruszeń. A sentymenty wiążą nas z człowiekiem, ze zwierzętami, z przedmiotami, z tradycją kulturową. One sprawiają, że tęsknimy do stron rodzinnych, do miast w których przeżyliśmy głębokie wzruszenia i do osób, które lubimy. Sentymenty nie skierowują naszej uwagi ku przyszłości lecz wywołują chęć powrotu do czegoś, co minęło.

 

Mijamy się, ale nawet te ułamkowe przejrzenie się w oczach nieznajomej osoby, miewa znaczenie jako rodzaj lustra. Przeglądamy się w innych, bowiem na ogół nie wystarcza nam aprobata siebie przez siebie. Nawet aprobata, gdy się jest kobietą, dla swojej zewnętrzności ujrzana w mijających nas przechodniach dodaje wiary w siebie.

 

W lustrach lubią się przeglądać kobiety. Kobiety i mężczyźni. Pytanie czy widzą w nich siebie. Lustra przynoszą często wyobrażone własne odbicie. A może one ukazują nam nasze twarze nieco inaczej niż oczekujemy? Lustra pokazują nam siebie w zbliżeniu, zdarza się, że powiększają i nie można też zapominać o krzywych zwierciadłach.

 

Lustrem może być również twórczość artystyczna oraz twórczość literacka. Jakże wiele bowiem dowiadują się biografowie twórców o ich psychice poprzez analizę dzieł, które po sobie pozostawiają. Dla wielu kobiet lustrem staje się mężczyzna. Przypuszczam, że jest to jedna z zasadniczych różnic między płciami. Nie wyobrażam sobie mężczyzny, który w kobiecie odnajduje lustro ukierunkowujące go. Częsta, niewolnicza zależność kobiet, to stan troski wyrażającej się w pytaniu: czy mu się jeszcze podobam? Niepokój ten przytłacza , niszczy i deprymuje.

 

Pełną refleksji przerwę w czasie pisania tego tekstu wywołała rozmowa telefoniczna. Trudno uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Nie doceniamy jednak widocznie potęgi kontaktu pozasłownego. Otóż po siedmiu latach zatelefonował doktorant, który w tajemniczych okolicznościach znikł z mojego seminarium. Okoliczności te były nietypowe, bo nawet nie odebrał książki z napisanym przez siebie rozdziałem. Miał to być jego debiut. I oto właśnie w chwili rozważań o mijaniu się usłyszałam, że przez te lata zmienił swoją zewnętrzność, pozbywając się czterdziestu kilogramów nadwagi i wykaraskał się z poważnych tarapatów zmieniając życie. I znów rozmawialiśmy jak gdyby ostatnia rozmowa przebiegała wczoraj.

 


Mijamy się – brzmi to nostalgicznie, ale zawiera się w tym mijaniu brak uwagi wobec drugiego człowieka. Nie powinniśmy dopuszczać do tego, by utrwalać więzi interesowne, a pozostawiać mocną nutę niespełnienia w relacjach ocenianych jako nieważne, a przynoszące impulsy rozwoju duchowego.


oceń
167
8

komentarze (12) | dodaj komentarz

PAŃSTWO POLSKIE ROZPADA SIĘ

czwartek, 01 maja 2014 14:11

 

Państwo, rezygnując z zajmowania się gospodarką, utrzymuje jednak z naszych podatków odnośne ministerstwa. Pomysły polityczne obecnego premiera bywają powodowane chęcią zdobycia aprobaty zachodnioeuropejskich polityków, bowiem zależy mu na stanowisku w strukturach Unii Europejskiej. To, że na przykład pomysł, jakim jest budowanie elektrowni atomowej, jest szkodliwy dla środowiska naturalnego i zarazem dla zdrowia Polaków - nie ma dla premiera widocznie znaczenia. Wiadomo, że kraje zachodnie, o ile mają elektrownie atomowe, skłaniają się jednak ku temu, by je powoli zamykać. Szukają źródeł energii odnawialnej. Niepokój związany z elektrownią atomową jest wzmożony, bowiem były już dwie szczególnie groźne katastrofy w Japonii i w Rosji.

 

Państwo polskie rozpada się. Jest przeżarte korupcją na wszystkich szczeblach władzy. Sądy, na przykład, pracują niejednokrotnie świadomie w zwolnionym tempie, by doprowadzić niektóre sprawy do przedawnienia. Koszt budowy u nas autostrad jest najwyższy w Europie, co wiąże się z tak zwanymi przekrętami. Media co pewien czas donoszą o wielkich nadużyciach i na tym kończą się informacje o odkrytych - przez dziennikarzy - aferach.

 

Miliardowe wydatki na zbrojenia nie są w najmniejszym stopniu równoważone troską o los biednych i niedających sobie rady obywateli. Również nie szczędzi się wydatków na świątynię Opatrzności Bożej, co wskazuje na katolicki charakter państwa, bowiem świątynie innych wyznań nie są zasilane z budżetu. Nie ma miejsca faktycznie w naszym państwie dla osób bezwyznaniowych, ateistów oraz wyznawców mniejszościowych Kościołów.

 

Człowiek nie brzmi obecnie dumnie, skoro również na przykład ze strony profesorów Polskiej Akademii Nauk słyszy się określenia: kapitał ludzki, kapitał społeczny oraz  nakaz kształtowania świadomości zgodnie z wymaganiami rynku. Rozszalała propaganda w mediach nadaje rynkowi mityczne znaczenie, obezwładniając umysły zapewnieniami, że jest to wyraz nowoczesnego sposobu myślenia.

 

Wkrótce odbędą się wybory do parlamentu europejskiego, ale nie wywołuje to  większego zainteresowania społeczeństwa. Wiadomo wszak, że parlament ten nie podejmuje wiążących decyzji, a spory które się w nim toczą, w gruncie rzeczy nie obchodzą przeciętnego obywatela. Czasem dochodzą wieści, że urzędnicy w Brukseli zakazują stawiania strachów na wróble na polach, bądź wprowadzają nakaz niszczenia gniazd jaskółczych w oborach. Ale dziwnym trafem nie ma tendencji, by wprowadzać ograniczenia służące zdrowiu człowieka i zarazem środowisku naturalnemu.

 

Państwo jako instytucja jest niezbędne z tego powodu, że człowiek nie jest samowystarczalny i wymaga niejednokrotnie pomocy. Potrzebne jest także dlatego, że wbrew powszechnie przyjmowanemu u nas poglądowi - natura ludzka ma charakter aspołeczny. A więc niezbędne jest prawo stanowione chroniące jednostkę przed samowolą innych. Jeżeli jednak decentralizacja doprowadziła do braku instytucji odwoławczych, jeżeli panuje milcząca zgoda na grabież publicznych pieniędzy, to państwo przestaje być potrzebne. Nikt z nas nie ma wewnętrznej potrzeby płacenia podatków, zwłaszcza, że często są niewłaściwie wykorzystywane. A ich ściąganiem oraz przemysłem zbrojeniowym głównie zajmuje się nasze państwo.

 

Troska o embriony przewyższa obecnie troskę o człowieka. Nadużywanie języka, by mącić świadomość, wyraża się w tym przypadku w używaniu terminu „dzieci nienarodzone”. Nawet wielu dziennikarzy, którzy bywają bardziej światli niż politycy, uległo tej presji językowej. Nie ma chleba nieupieczonego, co podkreśla pisarz Jan Stępień. Podobnie jajko nie jest nienarodzonym kurczakiem, lecz jajkiem. Mogą go zjadać wegetarianie, o ile nie są weganami. 

 

Atmosfera niezdrowej religijności w XXI wieku w Polsce, pomijania faktu, że typów religijnych jest wiele w każdym społeczeństwie, prowadzi u nas do tendencji, by uprzywilejowywać i nie kontrolować działań księży i zakonników. Ujawniane bywają przerażające przejawy przemocy i gwałtu w ośrodkach prowadzonych przez siostry zakonne. Ostatnio telewizja emitowała reportaż z Zabrza na ten temat. Parlamentarne partie polityczne zabiegają o aprobatę Kościoła jako rzeczywistej siły politycznej, więc brakuje nadzoru w instytucjach przejmowanych przez osoby duchowne.

 

Przypominam, że w katolickiej Polsce trzeba było przestępcę, który odbył karę więzienia, chronić przed społeczeństwem pełnym nienawiści, a chodzącym do kościoła i przyjmującym komunię. Oczywiście, mowa tu o Trynkiewiczu. Jest czymś niesłychanym, że podkreślaniu praworządnego charakteru demokracji w Polsce towarzyszyły wielogodzinne debaty znawców prawa na temat sposobu dalszego utrzymania w izolacji człowieka, który już odbył karę, a więc jest wolny. Tendencje by prawo działało wstecz, zaznaczają się nie tylko w tej sprawie. Wiele faktów jest ukrywanych, by wymienić obozy dla terrorystów, i to, że nikt nie poniósł za ich prawdopodobne istnienie politycznej odpowiedzialności. Rządzący nie czują się zobowiązani do tego, by ich rządy były jawne, co jest jednym z warunków demokracji.


oceń
225
23

komentarze (33) | dodaj komentarz

ZMAGANIE SIĘ Z ŻYWIOŁEM

wtorek, 01 kwietnia 2014 21:53

 

Człowiek pierwotny zmagał się z siłami przyrody, żyjąc z nią w symbiozie. Rozwój cywilizacji doprowadził do oddalenia się od natury. Ten proces narasta. Wytwarza on jako skutek bierność. Pogrążaniu się w swoiste „narkotyki” XXI wieku, jakimi jest wirtualny świat, towarzyszy bezwład, niechęć do podejmowania czynów.

 

Do działań skłania nas coraz częściej głównie agresja wywołana poczuciem, że ktoś nam zagraża w drodze do zaspokojenia własnych interesów. Powoli zanika potrzeba wspólnoty i udział w niej. Nie wszyscy rozumieją istotne znaczenie spotkań bezpośrednich z ludźmi i doznawania oraz wymiany energii psychofizycznej. W kręgu bratnich osób wzmagają się siły witalne człowieka. W okresie międzywojennym miejscem inspiracji twórczych dla pisarzy, artystów, uczonych, dla warstwy inteligencji były kawiarnie literackie, których już nie ma. Wiele nowych pomysłów  powstaje pod wpływem toczonych rozmów i sporów.

 

Dziś zamiast zmagać się z żywiołami – wkraczamy na drogę rywalizacji i konkurencji, by w ten sposób nie tylko osiągnąć własne cele, ale także rozładować tkwiącą w naszej naturze agresję. Utrata poczucia, że stanowimy element Kosmosu, który wraz ze swymi gwiazdami na nas oddziaływa – sprawia, że tracimy fundament, punkt odniesienia. Brak szacunku dla wciąż niepojętego Kosmosu, ułatwia podejmowanie beztroskich działań niszczących go.

 

Przekonanie o potędze człowieka i jego sile panowania nad światem, którego nie powołaliśmy do życia, staje się groźne. A szczególnie bezrozumne jest produkowanie broni.  Zachodzi głęboka sprzeczność między powszechnie słyszanymi deklaracjami o religijności, o wierze w Istotę Najwyższą a jednoczesnym przyzwoleniem na prowadzenie wojen. Trudno zrozumieć, że człowiek jest w stanie dla interesów materialnych, a nawet w imię ideałów, zabijać drugiego człowieka. Trudno zrozumieć także niefrasobliwość i egoizm tych, którzy niszczą świat zwierząt i roślin.

 

Każdy z nas jest tym, czym sam siebie uczyni. Dlaczego od pokoleń nie uczy się nas właściwego - zamiast zbrodniczego – wykorzystywania tkwiących w nas sił witalnych? Jest możliwe inne niż dotąd ukształtowanie człowieka.

 

Zmagają się współcześnie z żywiołami – sprawdzając siłę swojego charakteru – zdobywcy gór, bądź podróżnicy w czasie samotnych wypraw przez oceany, pustynię, czy śniegi. Czytano dawniej powieści Londona opisujące próbę charakteru osób walczących o przetrwanie. W twórczości tego pisarza ukazane jest kształtowanie się pozytywnych cech charakteru ludzi zdanych na potęgę sił przyrody i zmagających się z nią. Również Conrad ukazał w swoich dziełach literackich relacje między potęgą morza i walczącego o przetrwanie człowieka. Pascal trafnie określił nas jako trzcinę myślącą. Jesteśmy kruchymi istotami, bezbronnymi wobec potęgi Kosmosu i jednocześnie charakteryzuje nas potęga rozumu, dzięki której przenikamy niepomiernie potężniejszy od nas Kosmos.

 

Większość z nas chcąc zniwelować kontakt z naturalnym środowiskiem, kupuje plastikowe okna, by „nie wiało”. Lakieruje drewnianą podłogę, jeśli ją ma i jest zadowolona z temperatury w mieszkaniu przekraczającej 20 stopni. Ulegając sile perswazji mediów przyjmuje szczepionki przeciw grypie. Potem – jeśli stan zamożności pozwala – część z nas wsiada do samochodów z klimatyzacją i pracuje na przykład w biurowcach również klimatyzowanych. Wizja kogoś rąbiącego drewno, palącego w piecach, „obtykającego” okna watą, wydaje się zatrważająca, śmieszna i niemodna.

 

Europejska edukacja wywołuje niebezpieczne skutki. Mianowicie wytwarza fałszywy pogląd o rzekomej wyższości człowieka. Bezkarne jest  niszczenie przyrody. Modne obecnie procesy rewitalizacji przekształcają się faktycznie w działania niszczące środowisko naturalne, by podać jako przykład wycinanie drzew. Narasta sytuacja w której niezbędny staje się ruch obrony przyrody przed bestialstwem człowieka. Brakuje odważnych uczonych – przyrodników oraz nie mniej odważnych dziennikarzy, którzy by propagowali ich poglądy. Głos Zielonych jest zbyt upolityczniony na to, by stać się platformą oporu społeczeństw wobec działań mogących doprowadzić do zagłady.

 

Mądrość Dalekiego Wschodu sprawia, że siły żywiołów wykorzystuje się w lecznictwie. Nie występuje w podejściu innych kultur niż europejska niebezpieczna opozycja: człowiek wraz ze  stworzonym przez nas światem cywilizacji oraz świat przyrody. 

___

Środa, 2 kwietnia 2014 roku
O godzinie 15.20 prof. Maria Szyszkowska wygłosi referat pt. "Aksjologiczne podstawy inkluzji społecznej" w ramach I Międzynarodowego Kongresu Inkluzji Społecznej na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach, ul Żytnia 39.


oceń
170
15

komentarze (9) | dodaj komentarz

ALARM DLA NAŁĘCZOWA

niedziela, 09 lutego 2014 11:16

 

Nałęczów jest miejscowością powstałą zaledwie dwieście kilkadziesiąt lat temu, jednakże jego założyciele Małachowscy, a później "wskrzesiciele" Sybiracy z Michałem Górskim, mieli zarówno dobrze określoną wizję, jak i misję: stworzenie zakładu leczniczego w mieście-ogrodzie. Kilkanaście pokoleń pracowało nad tym projektem, w rezultacie na przełomie XIX i XX wieku powstała miejscowość z pięknym parkiem zabudowanym obiektami leczniczymi oraz wspaniałymi willami w dużych ogrodach, przyciągająca swoim urokiem elity zarówno ówczesnych, jak i najnowszych społeczności, nazwiska znakomitych bywalców wszyscy dobrze znamy.

 

Dzisiejszy Nałęczów, ze swoją dziewiętnastowieczną atmosferą intryguje i przyciąga młode elity Polski post-transformacyjnej, ludzi, którzy zaharowani, zmęczeni wyścigiem szczurów szukają zarówno odpoczynku w mieście ogrodzie, jak inspiracji. Chętnie dzielimy się z nimi "naszym Nałęczowem".

 

Niestety, od kilku lat podejmowane są przez lokalnych decydentów działania prowadzące szybkimi krokami do zniszczenia klimatu miejscowości zarówno w aspekcie leczniczym, jak i ducha miejsca. Miasto-ogród, dobro kultury narodowej, zbudowane z rozmachem, oddechem i gestem, zmienia się w duszną mieścinę. Nie ma strategii rozwoju dla miasta, nie ma współpracy między sektorem publicznym i przedsiębiorcami, nie ma dialogu między decydentami a społecznością lokalną. A zostały poczynione wstępne kroki dla rozbudowy Nałęczowa z 4000 mieszkańców do 10.000 mieszkańców. Czy mamy stać się sypialnią dla Lublina? Gdzie ci nowi mieszkańcy będą pracować? Infrastruktura, komunikacja - same znaki zapytania.

 

Poza ścisłym centrum Nałęczów jest zaśmiecony, ma koślawe, zniszczone chodniki, dziurawe jezdnie, całą sieć nieutwardzonych dróg, poniszczone pokrywy różnego typu studzienek, itp. itd. Unikatowe budowle, jak pałac Małachowskich i kapliczka św. Michała niszczeją, kruszeją, odpadają tynki i gzymsy. Aleja Lipowa – wizytówka Nałęczowa, zabudowana pięknymi willami, mogąca być jednym z piękniejszych polskich deptaków - może zmienić charakter, bo planowana jest budowa szpitala.

 

Decyzje i działania bazują na orzeczeniach niekompetentnych doradców. Poniżej kilka przykładów:

- źle zaprojektowane rondo vis a vis straży pożarnej przy śliskiej nawierzchni stanowi ryzyko wywrotki dla TIR-ów. Pomimo stojącego znaku drogowego zakazu wjazdu ciężarówek powyżej 2,5 ton, TIR-y jeżdżą Aleją Lipową. Ani policja, ani straż miejska nie utrudniają im tego;

- znajdujące się w pełnym słońcu rabaty przy tymże rondzie oraz na przystanku busów obsadzone zostały (niekompetentnie) funkiami i begoniami, roślinami wymagającymi cienia i wilgotnej ziemi. W efekcie rośliny schły, nie rozwijały się, i zamiast upiększać - szpeciły otoczenie;

- ustawione w ramach rewitalizacji nowe, zbyt wysokie latarnie, źle zaprojektowane, bo schowane wśród gałęzi, oświetlają tylko chodnik na którym stoją, oraz małą część jezdni, pozostawiając bez bezpośredniego oświetlenia chodnik po drugiej stronie ulicy. W wyniku tego np. parzysta strona Armatniej Góry oraz nieparzysta Alei Lipowej toną w mroku. Stare lampy oświetlały całą ulicę. Nowe, przedekorowane lampy są za wysokie w stosunku do lokalnej przestrzeni, podczas ich instalacji musiały być przycinane drzewa w okolicy skrzyżowania Alei Lipowej i ul. 1 Maja. Należy się spodziewać, że gdy drzewa wypuszczą liście, chodniki całkowicie utoną w mroku, będzie trzeba wycinać gałęzie.

 

Autor projektu rewitalizacji nie został podany do wiadomości opinii publicznej.  Zniszczono założenia parkowe skweru na skrzyżowaniu Armatniej Góry i ul. 1 Maja, określonego ramami kompozycyjnymi rzeki jako osi widokowej oraz równoległych do niej i prostopadłych alejek, wyłożonych parkowym żwirem. Na tym miejscu założono sieć niczym nie umotywowanych krętych alejek wyłożonych agresywnym brukiem, kłócących się z osią rzeki. Wycięto parawan zieleni, w tym katalpę, na rzecz odsłonięcia tak estetycznie wątpliwych obiektów jak plac zabaw, szalet miejski, czy z perspektywy Armatniej Góry, budek komercyjnych przy ul. Pierwszego Maja. Miejsce po katalpie zajmie niczym nie umotywowana altana.

 

Nie ma konsultacji społecznych, sporadyczne zebrania nie są nagłaśniane, co rzutuje na niską frekwencję, a przecież burza mózgów sprzyja inwencjom. Na spotkaniach ludności z burmistrzem radni rzadko się pojawiają, a głosy społeczności lokalnej nie były brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.

 

Podejmowane w imię postępu i cywilizacji działania niszczą założenia na których zbudowany został Nałęczów. Sprawiają, że zamiast podtrzymywać tradycje, splendor oraz elegancję miejscowości - to, co przyjezdni goście powinni wynieść wyjeżdżając z Nałęczowa, unicestwia się klimat dziewiętnastowiecznej Polski ziemiańskiej - główny wyróżnik pomiędzy uzdrowiskami nie tylko na skalę Polski, ale i europejską. Zamiast wykorzystania jako atut odmienności Nałęczowa, podejmowane są decyzje zrównania go pod względem wyglądu i atmosfery z innymi miejscowościami. Wyrazem „nowoczesności” jest też przyzwolenie na nagłośnienie miasta wielokilowatowymi głośnikami generującymi kakofonię dźwięków wprawiającą w arytmię serca rozruszniki chorych kuracjuszy z pobliskiego szpitala kardiologicznego. Taki łoskot nie sprzyja zregenerowaniu starganych nerwów pragnących tu odpocząć ludzi, spragnionych spokoju i ciszy, przerywanej w najlepszym razie jedynie śpiewem ptaków. Mamy więc do czynienia z mieszanką samowoli decydentów i braku zrozumienia potrzeb kuracjuszy naszej miejscowości. Efekt, to coraz bardziej pogłębiający się prowincjonalizm, wyrazem którego są takie propozycje, jak wieszanie kwiatów balkonowych na latarniach, moście oraz stawianie na trawnikach plastikowych wież kwiatowych.

 

Można również zaobserwować tendencje do połowicznego załatwiania spraw. Przykładem niech będzie projekt budowy obwodnicy. Istniejący już od dawna projekt przewiduje poprowadzenie drogi estakadami w terenie chronionym. Oszacowany wstępnie koszt to ponad 200 mln zł. Ale obwodnicę można poprowadzić inaczej, uważają władze Nałęczowa, omijając tereny chronione i nie brnąc w koszty. Ich koncepcja przewiduje nakłady na pierwszy etap w granicach 30-40 mln zł oraz - czego się nie nagłaśnia - przeprowadzenie obwodnicy blisko domów mieszkalnych. Nie jest to więc rozwiązanie problemu.

 

I wreszcie demagogia, mylna, wprowadzająca w błąd argumentacja, cytat z wypowiedzi burmistrza na łamach październikowego numeru Gazety Nałęczowskiej: „dostaliśmy 8 milionów zł dotacji na rewitalizację, a nie przeznaczyliśmy ani złotówki na wkład własny gminy. Jako ten zaliczono nam bowiem zrealizowane wcześniej inwestycje takie jak szalet miejski czy targowisko”. Przecież te inwestycje zużyły właśnie wcześniej pieniądze podatników.

 

W powyższym świetle stwierdzenie burmistrza w październikowym numerze Gazety Nałęczowskiej, że Urząd ubiega się o dofinansowania dla kilkudziesięciu projektów, między innymi "Rewitalizacja doliny rzeki Bochotniczanki", "Rewitalizacja doliny rzeki Bystrej", "Rozwój systemu czystych źródeł energii", "Rozwój obszarów inwestycyjnych", "Przemodelowanie funkcjonowania ważnych obszarów terenów miejskich" itp. odbierane jest przez mieszkańców jako zapowiedź totalnej dewastacji Nałęczowa i okolic. Jeśli te projekty będą  przeprowadzane według zasad zastosowanych przy rewitalizacji skweru, to nie będzie żadnych drzew, nie tylko w centrum Nałęczowa, ale i dalszej okolicy.

 

Rewitalizacja Nałęczowa polega głównie na niszczeniu zieleni i betonowaniu ziemi. Nie wolno dopuścić do tego, by Nałęczów stał się pospolitym miasteczkiem, jakich jest wiele w naszym kraju. Zamierzone wieszanie donic z kwiatami na latarniach jest kiczem.

 

Została przez jednego z posłów złożona interpelacja w sprawie zastoju w wykonywaniu inwestycji dotyczącej obwodnicy Nałęczowa oraz stopniowego niszczenia zabytków kultury w tym mieście. Dotyczy ta interpelacja także wydawania zgód na wątpliwą zabudowę Alei Lipowej w Nałęczowie. Projekt budowy szpitala okulistycznego obok zabytkowej wilii „Ewelina” doprowadzi do dewastacji tej najpiękniejszej alei kurortu, a ponadto spotęguje i tak nadmierny ruch samochodowy w tym mieście.

 

Niepokojący jest, i godny ubolewania, brak szacunku dla testamentu Stefana Żeromskiego. W ofiarowanej przez pisarza społeczeństwu Nałęczowa zabytkowej wilii  mieści się obecnie Towarzystwo Przyjaciół Nałęczowa, nie przeciwstawiające się działaniom niszczącym ten kurort. Willa Ochronka im. Adasia Żeromskiego nie jest wykorzystywana na cele społeczne, a ludzi biednych nie brakuje. Zdjęta jest nawet tablica ze ściany frontowej budynku, informująca, że jest to ochronka imienia syna wielkiego pisarza.

 

Sprawy kultury nie są szczególną troską władz miasta. A mieści się tu siedziba ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacyfistycznego, którego członkami są także cudzoziemcy. Na konferencje międzynarodowe i ogólnopolskie organizowane przez to Stowarzyszenie oraz przez Polski Oddział Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (z siedzibą w Wenecji) w pałacu Małachowskich oraz w „Ewelinie” nie przychodzi nikt z urzędu miasta, mimo wysyłanych tam zaproszeń.

 

Budzi wątpliwości powołanie do życia straży miejskiej. Dużo większe miasta w Polsce z racji oszczędności zrezygnowały już z utrzymywania tej straży, która ma niewielkie uprawnienia i działalność; przynajmniej w Nałęczowie, jest mało pożyteczna. W soboty i w niedziele, gdy jest wielki napływ turystów, którzy parkują samochody w niedozwolonych miejscach - straży nie ma.

 

Do rozmaitych absurdów należy zaliczyć wywożenie śmieci z nałęczowskich kubłów przez ekipę z Kraśnika. A przecież zakład w Nałęczowie ma nowy sprzęt do wywozu śmieci. Jak to się stało, że przetarg wygrała instytucja oddalona od Nałęczowa o kilkadziesiąt kilometrów?

 

Nie widać ostatnio w Nałęczowie bezpańskich psów, ale należy się domyślać, że wybrano rozwiązanie ostateczne, bo schronisko dla bezdomnych zwierząt nie zostało zbudowane. Nie słyszy się też ptaków w parku. Czyżby je czymś wystraszono? Za to widnieje domek, który przybysze mylą z kawiarnią. Jest to kosztowny klozet, zamykany po południu. Interesujące dlaczego miasto przeznaczyło dużą sumę na budowę tego widocznego w centrum miasta przybytku – zamiast wyremontować dużo mniejszym nakładem finansowym istniejący podziemny szalet.

 

Nałęczów miał być, według zapowiedzi wyborczych burmistrza, miastem bez reklam. Wiszą one nie tylko na płotach przy ulicy 1 Maja. Niepokojąca jest zapowiedź burmistrza o zamierzonym wycięciu kilkudziesięciu drzew na wzgórzu Poniatówka. Uzasadnia to chęcią przywrócenia widoku tego wzgórza sprzed stu laty. Brakuje tu konsekwencji, bo w takim razie należałoby zainstalować gazowe latarnie, wprowadzić dorożki zamiast taksówek, i przywrócić kocie łby. Ponadto przed stu laty inny widok rozciągał się z Poniatówki. Obecnie widokiem tym nie są pola, lecz osiedle Dulębów. A poza tym zwielokrotniona liczba samochodów, czyli wydobywające się spaliny, wymagają o wiele większego zadrzewienia niż kiedyś.

 

Obawy też wznieca upubliczniony pomysł burmistrza, by wydzierżawić lub sprzedać aktualny gmach urzędu miasta, a urząd przenieść do budynku, który powstanie na wykupionym w przyszłości placu obok postoju taksówek. Skoro mowa o taksówkach, to wyraźnie dochodzi do głosu nie liczenie się z potrzebami mieszkańców oraz kuracjuszy. Otóż nie został uruchomiony telefon na postoju taksówek. Kuracjusze narzekają, bo mają kłopoty z zamówieniem taksówki na dworzec. Dodam, że w czasach PRL troszczono się o potrzeby mieszkańców i kuracjuszy do tego stopnia, że były dyżury taksówkarzy na postoju do godziny 23.

 

I na zakończenie jeszcze jeden absurd. Otóż mamy w Nałęczowie dwa place targowe przylegające do siebie i świecące pustkami. Zaporą są opłaty. Kiedyś do Nałęczowa zjeżdżali chętnie rolnicy i nałęczowiacy mieli dostęp do świeżych warzyw i owoców. Dziś dodatkowym utrudnieniem pod tym względem są działania straży miejskiej, która uniemożliwia działkowiczom sprzedaż, na przykład kwiatów i owoców, a to ubarwiało ulice Nałęczowa w lecie.


oceń
197
18

komentarze (26) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  419 239  

ZAPROSZENIE

W piątek, 24 maja 2013 roku o godz. 17.00 w kieleckim antykwariacie przy ul. Sienkiewicza 16 odbędzie się spotkanie z prof. Marią Szyszkowską.

Maria Szyszkowska

prof. dr hab. Maria Szyszkowska - senator RP V kadencji. Ukończyła studia na Wydziale Prawa UW i Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej ATK. Habilitowała się na Wydziale Filozoficznym KUL.

Swą bezkompromisową postawą oraz wiernością wobec dokonanych wyborów filozoficznych naraża się od lat na nieustanne ataki i szykany.

Głosi poglądy antyklerykalne. Opowiada się za pacyfizmem, a także przeciwko temu, co uznaje za formy zniewolenia i dyskryminacji. Jest orędowniczką państwa neutralnego światopoglądowo. Domaga się wolności światopoglądowej i tolerancji oraz szacunku dla każdego człowieka. Jest kantystką, agnostykiem, a także wegetarianką. Sformułowała własną teorię prawa naturalnego i filozofii codzienności.

W 1992 roku utworzyła Zakład Filozofii Polityki w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Wykładała filozofię na uniwersytecie w Wiedniu. W latach 1994-97 była sędzią Trybunału Stanu RP.

Za działalność publiczną 30 marca 1999 została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jest wiceprzewodniczącą polskiego oddziału Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC). Należy m.in. do Związku Literatów Polskich, Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz Internationale Gesellschaft "System der Philosophie". Była przewodniczącą rady kwartalnika naukowego "Małżeństwo i Rodzina" oraz założycielką "Inicjatywy Otwarci".

Opublikowała kilkadziesiąt książek z zakresu filozofii prawa oraz polityki.

Nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla.

Prezes Pacyfistycznego Stowarzyszenia Wolnej Myśli.

Obecnie wykłada na Uniwersytecie Warszawskim i prowadzi tam seminarium doktorskie. Wykłada również w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie, gdzie pełni funkcję kierownika Katedry Teorii i Filozofii Prawa.

DODAJ NA FACEBOOK