prof. Maria Szyszkowska | Blog Oficjalny

Felietony, artykuły, komentarze

MIJAMY SIĘ

Brakuje edukacji, która by wskazywała sensowność krystalizowania w sobie właściwości indywidualnych. Testy, wiedza przekładana na liczbę punktów, troska, by zostać lepszym od innych, to są wybrane czynniki, które nie nadają szczególnej wartości ani dążeniu do mądrości, ani też wysiłkom, by kształtować to, co w nas niepowtarzalne.

Mijamy się, w małym stopniu dostrzegając drugiego człowieka, bowiem koncentracja uwagi wiąże się ze zdarzeniami głownie w świecie wirtualnym. Dominująca teoria etyczna uprawnia do myślenia o sobie i własnych interesach. Oczywiście, funkcjonuje również etyka chrześcijańska z martwą literą miłości bliźniego, którą się deklaruje, ale w postawach ludzkich zbyt rzadko dochodzi do głosu.

Mijamy się. Zdarzają się spotkania, nieoczekiwane poznanie kogoś o podobnym rodzaju wrażliwości i uczuciowości. Zdarzają się poznania osób, których żarliwa postawa pełna pasji bliska jest naszej. Ale potem następują lata niezrozumiałych przerw w kontaktach, który – zdawało się - miał mocne fundamenty.

I znów przypadek, spotkanie po latach wraz z poczuciem, że pożegnaliśmy się wczoraj a nie przed laty. Znów rozstanie, zupełnie tak, jakby wystarczała świadomość istnienia bratniej duszy w odległej przestrzeni i bez kontaktu innego niż wyobrażeniowy.

Czyżby trwałe, systematyczne więzi wytwarzały się głównie w miejscach pracy oraz w domach rodzinnych? Jeśli tak, to znaczy, że jesteśmy skłonni wchodzić we wspólnoty uwarunkowane pewnym przymusem.

Mijamy się, a moglibyśmy być o wiele mniej osamotnieni niż faktycznie jesteśmy. Odmienne są jednak nasze oczekiwania. A poza tym mijamy się, bo nie umiemy być tu i teraz bez reszty. Poruszamy się w świecie rzeczywistym, ale w słuchawce przy uchu, wpatrzeni w smartfony. W każdej chwili, gdy kończymy jakąś rozmowę, radośnie odpowiadamy na kolejną – nigdzie nie będąc w pełni.

Kłopot też jest z sentymentami, a raczej ich brakiem. Wiele osób pozbawionych jest takich wzruszeń. A sentymenty wiążą nas z człowiekiem, ze zwierzętami, z przedmiotami, z tradycją kulturową. One sprawiają, że tęsknimy do stron rodzinnych, do miast w których przeżyliśmy głębokie wzruszenia i do osób, które lubimy. Sentymenty nie skierowują naszej uwagi ku przyszłości lecz wywołują chęć powrotu do czegoś, co minęło.

Mijamy się, ale nawet te ułamkowe przejrzenie się w oczach nieznajomej osoby, miewa znaczenie jako rodzaj lustra. Przeglądamy się w innych, bowiem na ogół nie wystarcza nam aprobata siebie przez siebie. Nawet aprobata, gdy się jest kobietą, dla swojej zewnętrzności ujrzana w mijających nas przechodniach dodaje wiary w siebie.

W lustrach lubią się przeglądać kobiety. Kobiety i mężczyźni. Pytanie czy widzą w nich siebie. Lustra przynoszą często wyobrażone własne odbicie. A może one ukazują nam nasze twarze nieco inaczej niż oczekujemy? Lustra pokazują nam siebie w zbliżeniu, zdarza się, że powiększają i nie można też zapominać o krzywych zwierciadłach.

Lustrem może być również twórczość artystyczna oraz twórczość literacka. Jakże wiele bowiem dowiadują się biografowie twórców o ich psychice poprzez analizę dzieł, które po sobie pozostawiają. Dla wielu kobiet lustrem staje się mężczyzna. Przypuszczam, że jest to jedna z zasadniczych różnic między płciami. Nie wyobrażam sobie mężczyzny, który w kobiecie odnajduje lustro ukierunkowujące go. Częsta, niewolnicza zależność kobiet, to stan troski wyrażającej się w pytaniu: czy mu się jeszcze podobam? Niepokój ten przytłacza , niszczy i deprymuje.

Pełną refleksji przerwę w czasie pisania tego tekstu wywołała rozmowa telefoniczna. Trudno uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Nie doceniamy jednak widocznie potęgi kontaktu pozasłownego. Otóż po siedmiu latach zatelefonował doktorant, który w tajemniczych okolicznościach znikł z mojego seminarium. Okoliczności te były nietypowe, bo nawet nie odebrał książki z napisanym przez siebie rozdziałem. Miał to być jego debiut. I oto właśnie w chwili rozważań o mijaniu się usłyszałam, że przez te lata zmienił swoją zewnętrzność, pozbywając się czterdziestu kilogramów nadwagi i wykaraskał się z poważnych tarapatów zmieniając życie. I znów rozmawialiśmy jak gdyby ostatnia rozmowa przebiegała wczoraj.

Mijamy się – brzmi to nostalgicznie, ale zawiera się w tym mijaniu brak uwagi wobec drugiego człowieka. Nie powinniśmy dopuszczać do tego, by utrwalać więzi interesowne, a pozostawiać mocną nutę niespełnienia w relacjach ocenianych jako nieważne, a przynoszące impulsy rozwoju duchowego.

[powrót do strony głównej]