prof. Maria Szyszkowska | Blog Oficjalny

Felietony, artykuły, komentarze

REFLEKSJE PO POGRZEBIE GENERAŁA

Ceniony przez współcześnie żyjących Arystoteles przestrzegał przed pociąganiem do odpowiedzialności tych, którzy przestali rządzić. W naszym katolickim kraju wzbudza się natomiast wciąż nienawiść do polityków sprawujących władzę w PRL. Zajadła niechęć do PRL wykrzywia obraz tamtych czasów, jak również działania generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Dla tych, którzy są zachwyceni przemianami po 1989 roku w Polsce, powinien być przedmiotem refleksji fakt, że stawia się pomniki Józefowi Piłsudskiemu, mimo Berezy Kartuskiej i przewrotu majowego. Natomiast generała Jaruzelskiego określa się publicznie mianem "zdrajcy" i "mordercy", mimo, że nie doprowadził do rozlewu krwi poprzez wprowadzenie stanu wojennego, i mimo, że doprowadził wraz z innymi politykami oraz "Solidarnością" do ustroju, jaki mamy obecnie w Polsce.

Oceny negatywne stanu wojennego są czynione z punktu widzenia dzisiejszego. Są dokonywane głównie przez tych, którzy w tamtych czasach byli dziećmi. Ponadto krytykują stan wojenny także ci, którzy chcą zamazać swój udział w życiu publicznym tamtego okresu.

Trzeba brać pod uwagę, że realna była interwencja radziecka w związku z chaosem i strajkami w Polsce. Wojska tego państwa stacjonowały w Polsce, jak również na granicy w Czechach i NRD. Część władz "Solidarności" dążyła do konfrontacji. Wojciech Jaruzelski wydał więc rozkaz internowania nie tylko części działaczy "Solidarności", ale też części działaczy PZPR, w tym na przykład Edwarda Gierka. Generał chciał doprowadzić do spokoju społecznego. Nie dopuścił ani do wojny domowej, ani do interwencji wojsk Układu Warszawskiego. Przyświecał mu patriotyzm.

Oceniając stronniczo działania prezydenta, generała Jaruzelskiego, nie bierze się pod uwagę tego, że dezercja płka Kuklińskiego wynikła z sytuacji zagrożenia interwencją wojsk radzieckich. Ostrzegł o tym Stany Zjednoczone, ale Amerykanie milczeli. Wiedzieli od pułkownika o przygotowaniach do stanu wojennego, a więc milczenie to można odczytać jako sygnał aprobaty dla zamierzeń generała. Przypomnę, że wicepremier Madera złożył wizytę w Waszyngtonie, w dniach 6-9 grudnia 1981, czyli tuż przed stanem wojennym. W tamtych czasach, przypomnę, Kościół milcząco aprobował stan wojenny. Prymas Glemp nawoływał wówczas Polaków do pogodzenia się z tą sytuacją.

Na zakończenie dodam, że w stanie wojennym społeczeństwo oczekiwało z nadzieją, że nastąpi czas poprawionego socjalizmu. Nikt nie przypuszczał, że zacznie się bieda, bezrobocie, zamykanie polskich fabryk i wyprzedaż za bezcen wspólnego majątku. A jeśli oskarża się generała Jaruzelskiego za śmierć 100 osób, to dlaczego nie oskarża się tych, którzy współcześnie wysyłają polskie wojsko na wojny, by broniło amerykańskich interesów i zadawało śmierć tym, którzy pragną żyć?

Jestem głęboko zaniepokojona naszym społeczeństwem, które w swej większości deklaruje katolicyzm. Jak wiadomo, wyznawcę każdej chrześcijańskiej religii obowiązuje miłość bliźniego. Natomiast w stosunku do generała Jaruzelskiego i zarazem Prezydenta Polski, nawet po śmierci wytwarzana jest i okazywana atmosfera nienawiści.

Skandaliczne było zachowanie wielu środowisk prawicowych w trakcie mszy oraz na Powązkach, w czasie pogrzebu generała. Warto zastanowić się nad tym, że Kościół nie potępił tych zachowań, które są niegodne człowieka, a zwłaszcza człowieka mieniącego siebie katolikiem, czyli chrześcijaninem.

[powrót do strony głównej]