prof. Maria Szyszkowska | Blog Oficjalny

Felietony, artykuły, komentarze

MIT DECENTRALIZACJI

 

Jedyną wartością stały się u nas pieniądze. Deprawuje to charaktery ludzkie o wiele bardziej niż sytuacja w której zniewoleni obywatele poddani są jednemu tylko poglądowi na świat, w tym określonej tylko koncepcji moralności. Na marginesie dodam, że w PRL - wbrew propagandzie - funkcjonowały dwa światopoglądy, marksistowski i chrześcijański. Spory światopoglądowe i walka ideologiczna uczłowieczają o wiele bardziej niż sprowadzanie sensu życia jedynie do troski o sferę materialną.


Nawet żyjąc w biedzie, której nota bene nikt nie powinien doznawać, trzeba myśleć nie tylko o trudach własnego życia. Wielu wybitnych twórców rozmaitych dziedzin żyło w nędzy, a więc mimo warunków urzeczywistniało swoje ideały. Wydaje mi się, że ci myśliciele Zachodu, którzy głoszą kres ideałów, sprowadzając cel ludzkości do przetrwania biologicznego i materialnego, chcą przekształcić nas w powolne narzędzia służące ośrodkom władzy, w tym potęg ekonomicznych.


Wartość człowieka przestała się liczyć w obecnej Polsce. W szczególny sposób dotyka to, budząc poczucie niesprawiedliwości, grupę najstarszych obywateli. Embriony są przedmiotem troski Kościoła katolickiego, natomiast nikt nie dba o osoby emerytowane oraz chore.


Sąsiadce, gdy znalazła się w szpitalu warszawskim musiałam przynosić łyżkę. Podawano jej talerz proponując, by z niego piła zupę. Wcześniej, za niezbędne badania lekarskie musiała zapłacić, ponieważ okazało się, że ma zbyt wiele lat na to, by koszty badań chciał pokryć ZUS. Powstaje więc pytanie o sensowność składek, które płacimy, skoro państwo przestaje się troszczyć o obywateli mających więcej niż ileś lat. Znaczy to innymi słowy, że emeryci i renciści są zbędni Okrucieństwo takiego poglądu kojarzy się z systemem, który pewne kategorie społeczeństwa traktował jako podludzi. Sięgnę do odległego przykładu, czyli do Sparty w starożytności. Ilustracją skandalicznego stosunku do człowieka w Polsce jest też na przykład fakt wysyłania przymusowo niektórych rencistów na leczenie do sanatorium w Lądku Zdroju nawet gdy ten klimat im szkodzi. Okazuje się bowiem, że ZUS podpisuje umowy tylko z tymi sanatoriami, które są najtańsze. I oto człowiek, któremu niezbędny jest do leczenia klimat morski, bądź Nałęczowa przymusowo, pod groźbą utraty renty, dusi się w górach.


Niektórzy politycy starają się wprowadzić decentralizację sytemu zarządzania mając niewielką wiedzę o rzeczywistości i o naturze człowieka. Czerpiąc wiedzę zaczerpniętą z książek a nie z życia, uparcie dążą do zwiększenia roli samorządów. Uzasadnienia są piękne i wzniosłe. Ale rezultatem już przeprowadzonej decentralizacji jest na przykład niszczenie zabytków, które podlegają samorządom. Rezultatem jest też na przykład daleko idąca samowola burmistrzów. Wprawdzie wybiera się radnych, ale „siedzą oni w kieszeni burmistrza". Bywają skorumpowani. Oczekiwania lokalnej społeczności schodzą na bardzo daleki plan. Również towarzystwa przyjaciół określonej miejscowości, czy regionu z reguły są powolne temu, kto dysponuje pieniędzmi. Lękają się krytykować lokalne władze, będąc od nich zależne finansowo.


W Nałęczowie władze lokalne posunęły się do tego, że nie szanują woli Stefana Żeromskiego wyrażonej w testamencie, który pozostawił i który szanowały władze PRL. Pozory są zachowane. Muzeum Żeromskiego istnieje. Natomiast ochronka, zabytkowy obiekt architektoniczny, który Żeromski ofiarował społeczności Nałęczowa z myślą o biednych mieszkańcach - od kilku lat nie pełni tej roli. Najpierw go zamknięto, a potem wydzierżawiono za śmiesznie niską kwotę. Tablicę z nazwiskiem Żeromskiego zdjęto. Nie wykluczone, że po jakimś czasie dzierżawca wykupi ten obiekt za bezcen. Towarzystwo Przyjaciół Nałęczowa milczy. Ministerstwo Kultury wobec decentralizacji jest bezradne. Niszczenie Polski trwa.